|index|info|historia|fotografie|teksty|artykuły|dźwięki|gadżety|koncerty|odnośniki|

"DŻEM  WIELOSMAKOWY"


  Raz ostro, raz melancholijnie, ale będziemy trzymali linię - powiedział mi na koniec Paweł Berger. Idąc na spotkanie z muzykami nie wiedziałem - czy zespół jest pięcio-, czy sześcioosobowy. Płyta Detox nagrana została z Jerzym Piotrowskim, ale jego nazwisko umieszczono oddzielnie - poza stałą piątką tworzącą Dżem. Wątpliwość rozwiał Leszek Martinek, menażer zespołu, który poinformował mnie o pełnoprawnym członkostwie Piotrowskiego w zespole.

JERZY STYCZYŃSKI: GRAĆ I JESZCZE RAZ GRAĆ

  - Czy jesteś zadowolony z tego jak żyjesz?
  - Chyba tak, bo najważniejsze, że robię to co lubię i mam z tego jakieś dochody. Połączenie przyjemnego z pożytecznym. Nie mówię jednak, że nie mogłoby być lepiej.
  - To dlatego założyliście swoją własną firmę Dżem?
  - Chodzi o to, aby być niezależnym i samodzielnie wydawać płyty.
  - Chciałbyś zbić fortunę?
  - Chciałbym mieć dużo pieniędzy, założyłbym rodzinkę i pozwoliłbym sobie na rzeczy, na które mnie teraz nie stać.
  - Czy wyczuwasz, że Dżem otacza pewien kult? Że macie już swoją legendę?
  - Nie zastanawiam się nad tym, bo raczej nie powinno się zastanawiać, powinno się grać. Są jednak momenty, że jest w tym coś ponadmuzycznego. Wytwarza się klimat na sali i to wszystko staje się niesamowite.
  - Nie przeraża cię to, że ludzie was tak dobrze przyjmują?
  - Czasem mnie to wkurza. Słyszę brawa, które mi się nie należą, jestem z siebie niezadowolony, czuję, że daliśmy plamę, a ludzie nie dają sobie tego wytłumaczyć, ale z drugiej strony skoro im się to podoba...
  - Lubisz ich?
  - Bardzo lubię, przecież dla nich gram!
  - A które granie było najważniejsze?
  - 1983 rok - Jarocin, to była właściwie gra o wszystko. Było o nas wtedy cicho, do tego padał deszcz i było zimno. Daliśmy czadu i wyszło...
  - Która z płyt Dżemu jest dla ciebie najlepsza?
  - "Zemsta nietoperzy", ta była najlepsza. Najgorszą była pierwsza nasza płyta, "Cegła". Nie podoba mi się jej brzmienie.
  - Najczęściej jesteście porównywani z Claptonem, z Free i Allman Brothers Band. Na ile jest to - twoim zdaniem - wymysł dziennikarzy?
  - Wszyscy słuchaliśmy tej muzyki i chcąc nie chcąc pewne rzeczy zostały. To słychać w naszej muzyce i ludzie o tym wiedzą. Wcale to nie martwi. Uważam, że są to dobre wzorce i nie ma się czego wstydzić.
  - Czy czujesz się bluesmanem?
  - Czuję się przede wszystkim rockowcem, ale dobrze czuję się w bluesie. Czasami czuję się rockmanem, a czasami bluesmanem.
  - Pracujecie ze sobą od dawna, nie macie jeszcze tego dość?
  - To już piętnasty rok. Pewnie, że są spięcia, ale i tak wiemy, co jest najważniejsze i potrafimy to wszystko rozładować. Czym było gorzej, tym większe było zacietrzewienie, zapamiętanie w tym, co się robi - taka samoobrona.
  - Rozumiem, że twoje plany są całkowicie związane z zespołem.
  - Tak. Przede wszystkim grać, grać i jeszcze raz grać. Muszę sobie kupić nowy sprzęt, bo mój Marshall jest już wysłużony. Może dokupię jakieś bajery, żeby pokombinować coś z brzmieniem.

RYSZARD RIEDEL: SPADŁEM Z KONIA

  Wielu słuchaczy, a zwłaszcza nastoletnie dziewczyny, uważa, że Dżem to Rysiek Riedel. Pytam, czy nie męczy go taki stan rzeczy.
  - Na początku byłem tym bardzo zaskoczony. Zakładaliśmy zespół razem i nikt nie dzielił ról. Nigdy nie przywiązywałem do tego większej wagi, ale przyzwyczaiłem się do tego.
  - A dziewczyny tłoczące się wokół ciebie po koncercie?
  - Nie ma co ukrywać, jest to przyjemne. Pewnie, że jest tak czasami, że człowiek jest zmęczony i nie ma ochoty, ale trzeba dać coś ludziom, bo tego oczekują.
  - Jak myślisz, czego ludzie oczekują od ciebie?
  - Przede wszystkim szczerości. Ludzie nie lubią, jak ich się robi w balona, a rock polega na szczerości, na tym, że wychodzi na scenę facet i ryczy, co mu tam na sercu leży.
  - Czy miałeś kiedyś moralnego kaca po jakiejś płycie, jakimś utworze lub koncercie? Czy po prostu byłeś kiedyś nieszczery?
  - Nie, takiego kaczora nie miałem. Czasami mam dość niektórych piosenek, których teksty są zbyt trywialne. Nie lubię ich długo śpiewać.
  - Masz trzydzieści pięć lat, czy nie męczy cię jeszcze to wszystko?
  - Wiek nie odgrywa roli. Uważam, że póki człowiek czuje się osiemnastolatkiem, to nim jest. Można mieć pięć dych i czuć się jeszcze dwudziestolatkiem.
  - Wszyscy znają cię wyłącznie z estrady i różnych sensacji, jakich nie brakuje w twoim życiu. Niemal nikt nie wie, jaki jesteś poza tym wszystkim.
  - Dziwny raczej. I bardzo dostępny, serdecznie zapraszam.
  - Twój dom...
  - Mam chatę na trzecim piętrze, żona, dwoje dzieci. W Dżemie tylko gitarzyści są kawalerami. Tak wegetuję od dzwona do dzwona.
  - Jesteś człowiekiem biznesu, założyłeś firmę Dżem!
  - Ha, ha!!! Ja się nie nadaję do biznesu! Chodzenie z dyplomatką mnie nie rajcuje, nie czuję tego, nie znam się na tym.
  - Chciałbyś być wielkim posiadaczem? Mieć, powiedzmy, własne rancho i studio nagraniowe?
  - Tak, właśnie chcę mieć rancho ze studiem nagraniowym. Do tego jakieś koniki i siodełko, żeby trochę pomykać. Jako szczeniak próbowałem i... spadłem z konia. Z byka zresztą też, ale nie był duży.
  - Która z waszych płyt jest dla ciebie najważniejsza?
  - "Absolutely Live". Ona była najbardziej szczera, z koncertu, bo w ogóle jestem za koncertowymi płytami.
  - Jesteś znakomitym frontmanem i wokalistą, na pewno czerpałeś skądś wzory...
  - Wokalnie - Stevie Wonder, na początku bardzo się przydało takie melodyjne śpiewanie. Jeżeli chodzi o frontmanów, to najwyżej cenię Paula Rodgersa i Jima Morrisona.
  - Czy umiałbyś wytrzymać bez koncertów?
  - Gdybym miał studio, to bym się bawił do woli. Dwa lata pauzy i zrobić taką płytę, żeby buty spadły. W trzydzieści sześć godzin nie zrobisz nigdy dobrej płyty (czas, w jakim Dżem nagrał swoją ostatnią płytę - przyp. G.K.). Nie stać nas na to, żeby opłacić studio na tak długo, jakbyśmy chcieli.
  - Podczas twojej nieobecności Dżem nie tylko nagrywał utwory instrumentalne, ale wspomagał także Tadeusza Nalepę i Monikę Adamowską. Jak oceniasz ich współpracę z zespołem?
  - Na pewno była to jakaś nauka dla chłopaków. Mnie się to podobało.
  - Gdybyś nie miał żadnych problemów ze śpiewaniem po angielsku i to, kto by miał z tobą śpiewać zależałoby tylko od tego, jaki numer telefonu wykręcisz, to do kogo byś zadzwonił?
  - Zaśpiewałbym z Cockerem i z Claptonem. Lubię ich, a skoro ich lubię, to wiem, że by mi pasowali. Nie wiem tylko, czy ja bym do nich pasował.

JERZY PIOTROWSKI: RODZINA JEST NAJWAŻNIEJSZA

Zaczynam od pytania, czy dobrze czuje się w Dżemie.
  - Tak, czuję się bardzo dobrze. Tak jak może się czuć muzykant grający muzykę, która mu leży... Zespół konsekwentnie gra swoje i nie trzeba tego zmieniać. Wydaje mi się, że mam jakąś osobowość muzyczną, która po wejściu do tej orkiestry zmienia nie tyle jej styl, co feeling. To może zabrzmieć jak przechwałka, ale moja osoba wnosi do zespołu coś nowego, zresztą dzieje się tak w przypadku każdego muzykanta, który wchodzi do orkiestry. Taki człowiek ma inne spojrzenie na sprawę. I pobudza wyobraźnię muzyków, którzy od wielu lat grają ze sobą.
  - Czy nie czujesz się wujkiem w zespole - człowiekiem ustatkowanym i dostojnym, dającym dobre rady i cenne wskazówki?
  - Skąd! Wyglądam może trochę staro, ale czuję się bardzo młodo, może nawet zbyt młodo. Czasami mój wygląd zewnętrzny nie idzie w parze z moim samopoczuciem, bo czuję się pełen życia i energii.
  - Skąd się wziąłeś w Dżemie?
  - Grałem w wielu różnych zespołach... Wszystkie doświadczenia są cenne. Grałem w Kombi, za co byłem nieustannie krytykowany. Tymczasem zetknięcie się z elektroniką było bardzo ciekawe. Nawet granie na weselach może być pożyteczne...
  - Grałeś?!
  - Oczywiście!
  - Z kim byś najchętniej zagrał?
  - Z każdym!
  - Czy lubisz pieniądze?
  - Nigdy nie przywiązywałem wagi do pieniędzy. Potrzebowałem ich tylko po to, żeby żyć i po to, żeby móc grać.
  - Czy dla pieniędzy pojawi się znów nazwa SBB?
  - Na pewno nie dla pieniędzy, choć pieniądze niestety też odgrywać będą ważną rolę, bo bez pieniędzy nie można dokonać takiego przedsięwzięcia. Mamy w planie nagranie płyty i zbudowanie programu, z którym chcemy występować na razie wyłącznie na Zachodzie - na dużych festiwalach. Naszą promocją jest zainteresowana duża szwedzka firma. Jeżeli chodzi o koncerty w Polsce, to nie potrafię w tej chwili niczego obiecać.
  - Wszystko już było - Dżem, pieniądze, SBB... A rodzina?
  - Rodzina jest najważniejsza. Muzyka i rodzina. Moja rodzina jest wspaniała, mam żonę, córkę i dwa psy. Za tę całą ferajnę jestem odpowiedzialny, a to nie jest łatwe!

BENO OTRĘBA: TO JESZCZE NIE TO

Na początek obowiązkowy zestaw pytań. Najlepsza płyta i przyszłość zespołu...
  - Najlepsza? Może "Najemnik" albo "Detox". Brzmieniowo zmieniłbym "Cegłę", bo materiał był dobry. W ogóle Dżem to zespół niespełnionych marzeń. Mamy za sobą masę koncertów, wydaliśmy wiele płyt, ale to jeszcze nie to. Wyobraź sobie, że byłem w Spodku na koncercie Cliffa Richarda i... odleciałem. Takie były światła i nagłośnienie. Bardzo bym chciał, żebyśmy zagrali kiedyś w takich warunkach.
  - Zagrałbyś z kimś z wielkich?
  - No pewnie! Z Dylanem, z Claptonem i Rolling Stonesami! Choćby na drugim basie trochę popikać.
  - Twoje główne hobby to gra na basie. Co jeszcze pochłania twój czas?
  - Film, każdy dobry film. Mój ulubiony to "Kabaret" - oszalałem na jego punkcie, byłem na nim kilkanaście razy! W ogóle wolę stare filmy - "Strach na wróble" czy komedie z Jacquesem Tali. Do moich ulubionych należą także "Indiana Jones" i "Żądło". Nie mam w domu video. Kino jest kino, to jest jakby świątynia. Poza kinem mam jeszcze książki. Kiedyś były to rzeczy poważne i dołujące, teraz wolę jednak wracać do rzeczy optymistycznych, do Szwejka, "Klubu Pickwicka". Szkoda tylko, że mam tak mało czasu...
  - Rodzina?
  - Niestety, to już jest poważna sprawa - żona i trójka dzieci. Wiesz jakie są czasy. Nie jest łatwo - kłopoty finansowe. Mieszkam w połówce domku jednorodzinnego, ale moja rodzina jest liczna i jest trochę ciasno. Gdybym miał pieniądze, to mógłbym prowadzić z rodziną wygodniejsze życie. Cieszę się jednak, że nigdy nie mieszkałem w bloku.  Marzenia?... Wielkie nadzieje łączymy z naszą firmą Dżem, ale rynek jest cygaństwem, że nie do końca możemy wszystko kontrolować.

ADAM OTRĘBA: ŻYŁBYM TROCHĘ WYGODNIEJ

Na początku dowiaduję się, że...
  - Firma Dżem pochłania nam wiele czasu, cierpi na tym przede wszystkim muzyka. Muzyka powinna być najważniejsza, dopiero potem biznes.
  - Czy mógłbyś, nagrywając album marzeń, zrezygnować na dwa lata z życia koncertowego?
  - Raczej nie. Tylko Rysiek lubi w ostatnich czasach spokój domowy. To dziwne, bo zawsze był kloszardem, który przemierzał Polskę w wzdłuż i wszerz. Teraz coś go wzięło na domatorstwo. Ja nie potrafiłbym zrezygnować z koncertów. W domu człowiek kapcanieje. Bez trasy długo nie można wytrzymać. Za długie trasy są niedobre, zaczyna się grać automatycznie, ale jak się wróci do domu, to ma się ochotę jechać w następną...
  - Rozumiem, w końcu grasz w legendarnym zespole...
  - Nie odczuwam tego. Nie myślę, staram się zachowywać, jakby była to kapela dopiero co sklecona.
  - Nie jesteś domatorem, nie masz żony. Co zrobisz z pieniędzmi w przypadku sukcesu firmy Dżem?
  - Żyłbym trochę wygodniej. Wszystko zależy od sposobu na życie, pieniądze w tym tylko mogą pomóc. Nic więcej.
Na zakończenie wyciągam od Adama opinie o płytach Dżemu:
  - Najbardziej podoba mi się "Detox", najmniej - "Tzw. przeboje - całkiem live".

PAWEŁ BERGER: KAŻDA MASZYNKA MOŻE SIĘ ZEPSUĆ

Kolejny brodacz w zespole jest typem człowieka wzbudzającego zaufanie i podobnie jak inni Dżemowcy jest dobrym rozmówcą. Krępuje go natomiast telewizja...
  - Kupa obcych ludzi się kręci, pętają się między kablami i to dekoncentruje. Czasami jednak warto.
  - Lepiej byłoby nagrać teledysk...
  - Tak, tylko że chciałbym, żeby to był porządny teledysk, zrobiony techniką filmową. To jednak dużo kosztuje.
  - Telewizor zamieniamy na gramofon. Naj, naj, naj płyty Dżemu...
  - Może "Detox" jest najlepszą, nie osłuchałem się z nią jeszcze. Nie podoba mi się brzmienie "Cegły". Byliśmy bez doświadczenia, nie nagrywaliśmy przedtem płyty długogrającej.
Pawła Bergera denerwuje nie tylko rynek fonograficzny, denerwuje go również: Sprawa aparatury i świateł. Nie ma mowy, żeby przed trasą odbyć miesięczną próbę, żeby wszystko było zapięte na ostatni guzik.
  - Co po za Dżemem?
  - Mam dom z ogródkiem, w którym pracuje, hoduję zwierzęta: gołębie, kury, ryby, kanarki. Mieszkam z żoną i siedemnastoletnią córką, która uczy się w liceum. Wiele osób w liceum córki chodzi na nasze koncerty. To cieszy, że młodzi ludzie nas słuchają, że nie gramy wyłącznie dla swoich rówieśników.
  - Co sądzisz o młodych zespołach?
  - Są bardzo pracowici. Gonią za techniką. Obiecują sobie bardzo wiele po graniu... Pamiętam jak jeździliśmy na różne spędy z zespołami, które były noszone na rękach. Ludzie je uwielbiali, niemal całowali szaty. Za rok było won ze sceny, precz... Coś potwornego.
  - Jesteście ponadczasowi...
  - Każda maszynka może się zepsuć. Staramy się nie zarżnąć tego wszystkiego. Mamy jeszcze w zanadrzu kilka pomysłów. Powinniśmy rejestrować nasze próby bo ucieka nam wiele fajnych patentów.

Rozmawiał:
GRZEGORZ KALINOWSKI

spis artykułów    następny artykuł

|index|info|historia|fotografie|teksty|artykuły|dźwięki|gadżety|koncerty|odnośniki|