|index|info|historia|fotografie|teksty|artykuły|dźwięki|gadżety|koncerty|odnośniki|

"SŁODKA  KONSTELACJA"


  "Tak grają już tylko na południu" - napisał bawiący w Europie, zachwycony recenzent zza oceanu. Dodajmy, że nie miał na myśli Nowego Sącza i okolic, lecz najprawdziwsze Amerykańskie Południe - ojczyznę ZZ Top.
  ONI także są południowcami. Mieszkają na Śląsku. Lubią teksańskich brodaczy i podobnie jak panowie Gibbons, Hill Beard kochają bluesa, zwłaszcza jego młodsze rodzeństwo: boogie i rocka. Tej muzyce są wierni od 1980 roku. 12 lat temu podczas I Przeglądu Muzyki Młodej Generacji wystąpili pierwszy raz - już oficjalnie - jako DŻEM.
  Trzeba przyznać, iż wybierając nazwę wykazali spore poczucie humoru, ponieważ za słodko to im wówczas nie było... Dość powiedzieć, że pierwszego singla zawierającego dwa wielkie hity: "Paw" i "Whisky" nagrali dwa (!) lata po debiucie, zaś pierwszego albumu zatytułowanego "Cegła" doczekali się po pięciu latach zawodowego grania!!!
  Muzyka śląskiej formacji z miejsca zdobyła sobie nader liczne grono wielbicieli i niechęć sporej części krytyków. Ci ostatni wybrzydzali zwłaszcza na zbytni eklektyzm propozycji grupy. Faktycznie, w owym czasie w dżemowym graniu wątki bluesowe przeplatały się z pulsacją reggae i swobodnie traktowanym country and western.
  Nie wynikało to jednak z niekonsekwencji, czy z braku jasnej koncepcji artystycznej. Raczej na odwrót - kapeli chodziło zawsze o traktowanie muzyki jako całości, bez zbędnego szufladkowania na odmiany i gatunki.
   Takie "totalne" granie poparte wciąż doskonalonym warsztatem przyniosło wspaniałe owoce. DŻEM ma tysiące fanów, powiem więcej, wyznawców gotowych jechać na koncert, choćby na drugi koniec kraju, byle tylko ICH usłyszeć, zobaczyć, a przy odrobinie fartu zamienić kilka słów z którymś z NICH. Radykalnej zmianie uległa także postawa krytyki wobec zespołu, uważanego obecnie za jedną z największych gwiazd polskiej sceny rockowej. Powszechnie twierdzi się, że uparty śląski band to konstelacja złożona z samych wirtuozów.
  Pora ich przedstawić. Na gitarach grają JUREK STYCZYŃSKI (gładko ogolony) i ADAM OTRĘBA (z brodą). Gitara basowa to domena BENA OTRĘBY (brat Adama, także z brodą). Za klawiaturą fortepianu Fendera zasiada dostojnie PAWEŁ BERGER (duża broda). Na perkusji gra nowy nabytek DŻEMU - JERZY PIOTROWSKI (okresowo brodaty). Śpiewa, kołysze i czaruje RYSIEK RIEDEL (broda sezonowa). Rysiek to ostatni w tej części kontynentu prawdziwy hippies (spytajcie starszych co to za zwierz). To także jeden z nielicznych polskich wokalistów, których bez cienia przesady można postawić między Paulem Rodgersem, Joe Cockerem czy Leonem Russelem. Sławna riedlowa odzywka "Sie macie ludzie" stanowi już niemal znak rozpoznawczy kapeli i jej fanów, którzy pozdrawiają się w ten sposób.
  DŻEM nagrał do tej pory 7 samodzielnych LP ( w tym jeden instrumentalny i 2 koncertowe) oraz krążek firmowany przez Tadeusza Nalepę pt. "Numero uno". Pracę nad kolejną płytą - tym razem ze Sławomirem Wierzcholskim w roli wokalisty - muzycy ukończyli pod koniec kwietnia w poznańskim studiu "Giełda".
  Jeśli jednak ktoś chciałby naprawdę rozsmakować się w DŻEMIE, musi posłuchać zespołu na żywo. Dopiero na scenie w bezpośrednim kontakcie ze słuchaczami ta wspaniała maszyna pracuje na właściwych obrotach i gwiazdy mogą zaświecić pełnym blaskiem. Zatem - sie macie ludzie!


JERZY LINDER

poprzedni artykuł    następny artykuł

|index|info|historia|fotografie|teksty|artykuły|dźwięki|gadżety|koncerty|odnośniki|