|index|info|historia|fotografie|teksty|artykuły|dźwięki|gadżety|koncerty|odnośniki|

"DŻEM"

MAJĄ  NAJWIERNIEJSZYCH  FANÓW  NA  ŚWIECIE

 Niewiele jest teraz grup na polskim rynku, które grają koncerty przy pełnych salach. Popcorn przedstawia jeden z wyjątków od tej reguły.
  Miniony rok upłynął pod znakiem tzw. comebacków, czyli powrotów na estradę rozmaitych prehistorycznych wykonawców. Za granicą skrzyknęli się koledzy z YES, JETHRO TULL, PROCOL HARUM. W kraju na scenie pojawiły się CZERWONE GITARY i KLAN, a z nieco mniej starożytnych formacji - 1984 i WAŃKA WSTAŃKA. Co przyniesie bieżący rok - trudno przewidzieć, lecz w jednym horoskopy są zgodne: nie nastąpi reaktywowanie legendarnej śląskiej kapeli DŻEM.
Nie musi. Ta założona pod koniec lat 70 - tych a działająca profesjonalnie od 1980 r. grupa blues rockowych maniaków pracuje przecież bez chwili przerwy. Oprócz długowieczności DŻEM charakteryzuje wyjątkowa stabilność składu: Rysiek Riedel (voc), Jurek Styczyński (g), Adam Otręba (g), Beno Otręba (bg) i Paweł Berger (kbds) są ze sobą "od zawsze". Jedyne korekty personalne dotyczyły perkusistów. W 1986 r. Michała Giercuszkiewicza zastąpił za bębnami Marek Kapłon (eks - TSA), zaś pięć lat później jego miejsce zajął, mistrz nad mistrze - sam Jerzy "Keta" Piotrowski (eks - SBB, Kombi, Young Power).
   DŻEM zajmuje na naszym rynku miejsce szczególne. Przez 12 lat zespół szedł konsekwentnie własną drogą nie oglądając się na przemijające mody i tendencje. Muzycy uwolnieni od zdradliwych łamańców stylistycznych doprowadzili do perfekcji warsztat wykonawczy. Są chyba jedynymi, którzy potrafią zagrać koncert w każdej sali nie narzekając na odsłuchy, nagłośnienie itp. Lata wspólnego grania ukochanej muzyki inspirowanej brzmieniem amerykańskiego Południa i Zachodu (Lynyrd Skynyrd, ZZ Top, The Allman Brothers Band) zaowocowały niezwykłym, pełnym mistycznego uniesienia zespoleniem. Słychać to zwłaszcza podczas koncertów. I wtedy dopiero można poznać właściwy smak DŻEMU.
   Fani odpłacają grupie kultowym uwielbieniem i zawsze owacyjnym przyjęciem. Każdy publiczny występ kapeli to małe święto, także dla muzyków, którym popularność bynajmniej nie napędza sodówki pod czółka. Na codzień są przemiłymi, bardzo dowcipnymi kolesiami, cóż z tego, że nieco starszawymi (najmłodszy z całej szóstki J. Styczyński liczy sobie 34 wiosny).
Czterech spośród nich jest poważnymi ojcami rodzin. Są to: Jurek Piotrowski (córka zdaje w tym roku maturę w jednym z katowickich liceów), Beno Otręba (trójka drobiazgu w różnym wieku), Paweł Berger (osiemnastolatka w liceum) oraz Rysiek Riedel (dwoje dzieci, syn Bastek zapowiada się na niezłego perkusistę). Kawalerami są gitarzyści Adam Otręba i Jurek Styczyński. Ten ostatni nie zalicza się już właściwie do ludzi stanu wolnego, gdyż rządzi nim bez reszty pewna śliczna studentka wydziału filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego.
   Nie trzeba jednak kończyć filozofii, aby zrozumieć istotę popularności tej niezwykłej formacji. Tkwi ona w autentyzmie, braku jakiegokolwiek wyrachowania "dżemowej" muzyki i "riedlowej" poezji. Pisze "riedlowej", bo charyzmatyczny frontman zespołu jest autorem większości tekstów. Ortodoksyjni poloniści nie będą nimi zachwyceni. To, co pisze Riedel często jest chropawe, jakieś krzywe, nieraz naiwne. Jednak we wszystkich tych niedoskonałościach mieści się ogromny ładunek emocji, towarzyszących temu wielkiemu wokaliście, porównywanemu słusznie z Paulem Rodgersem. Riedel jest nie tylko wybitnym artystą. To także wielki naiwny dzieciak, tęskniący za epoką Indian i kowbojów. To wieczny hippies, który nie chce zrozumieć, że era "dzieci - kwiatów" odeszła bezpowrotnie w przeszłość. Stąd zapewne w muzyce tej kapeli tyle tęsknoty, lęku, destrukcji ale także drapieżnej miłości do życia. Wie o tym każdy, kto choć raz spróbował DŻEMU, który jak wszystkie wytrawne specyfiki bywa w smaku nieco gorzkawy...

poprzedni artykuł    następny artykuł

|index|info|historia|fotografie|teksty|artykuły|dźwięki|gadżety|koncerty|odnośniki|