|index|info|historia|fotografie|teksty|artykuły|dźwięki|gadżety|koncerty|odnośniki|

"DŻEM  BEZ  FILOZOFII"


  Jurek Styczyński opowiedział mi, jak to wraz z innymi muzykami Dżemu został zaproszony na zabawę przez pewne towarzystwo, a cały ten bal odbywał się przy specjalnie dobranej muzyce: Tańczyliśmy w rytm własnych numerów. Śmieszne to było wrażenie... Ja sam usłyszałem Dżem po raz pierwszy w trakcie poznańskiej imprezy Folk And Blues Meeting, piętnaście lat temu. Uwagę zwracał wtedy wokalista o niesamowicie hippiesowskim wyglądzie, jak na tamte czasy. Przede wszystkim jednak śpiewał bardzo obiecująco. Tak też napisałem w recenzji dla "Jazzu". Później zdarzyło mi się recenzować kilka płyt Dżemu - pisać o nich dobrze z pełnym przekonaniem. A ostatnio miałem okazję wysłuchać tego, co muzycy grupy mają do powiedzenia na temat własnych nagrań. Spotkaliśmy się tuż przed ich koncertem, który był jeszcze jednym potwierdzeniem, że Dżem na estradzie to nadal coś jedynego w swoim rodzaju. No ale na co dzień trzeba się zadowolić płytami... 

CEGŁA

  RYSZARD RIEDEL: Gdyby to było możliwe, na pewno zmieniłbym inżyniera dźwięku... Doszło do tego, że my sami miksowaliśmy płytę, nie mając o tym pojęcia.
  JERZY STYCZYŃSKI: Mieszkaliśmy w Forum dwa albo trzy tygodnie i nagrywaliśmy ją jak każdą inną płytę później - partiami. Najpierw sekcja, potem gitary, wreszcie wokale - co w rezultacie dało dość marny efekt. Brakowało nam doświadczenia, Byliśmy stremowani. Stąd nie ma tam tej siły. Żeby to jeszcze brzmiało... Ale nie brzmi. Płyta obroniła się, bo była pierwsza, długo oczekiwana. No i tak staraliśmy się dobrać numery, żeby to miało ręce i nogi. Czasem jej słucham, ale nie mogę dosłuchać do końca. Do dzisiaj gramy utwory z "Cegły": "Skok", "Whisky". Bo ludzie chcą tych numerów.
  BENEDYKT OTRĘBA: Na rynku już istnieliśmy pięć lat, ale to było dla nas ogromne przeżycie... Przedtem nagraliśmy parę kawałków w katowickim studio, były też single, jednak nie mieliśmy koncepcji brzmienia tej płyty. Zdaliśmy się na panią realizator... Dalej darzę tę płytę pewnym sentymentem, chociaż pamiętam, że "Słodką" musieliśmy grać z zegarkiem w ręku. Jesiony też...
  PAWEŁ BERGER: Na pewno ładne są kompozycje na tej płycie - pierwsze, świeże. Niestety, między naszym koncertem a tymi nagraniami była przepaść. Taka sztywna, kwadratowa płyta. Ale dała nam okno na Polskę. Do tego czasu wszystko było przed nami pozamykane. Ktoś tam proponował nam nagranie, ale w zamian za to, że weźmiemy jego tekścik. A my nie chcieliśmy się zgodzić na cudze teksty. Chcieliśmy nagrać swoją, autentyczną płytę i musieliśmy zapłacić frycowe, czekając na to tak długo. I zemściło się, że nie mieliśmy doświadczenia w pracy w studiu: jednak trzeba w domu coś nagrywać. Facet powiedział "maszyny poszły", a tu: skurcz mięśni, szczękościsk... Coś do dziś nam z tego zostało, chociaż może nie tak bardzo, bo wiek robi swoje.

ABSOLUTELY LIVE

  RR: Na "Absolutely Live" jedna rzecz mi się nie podoba - ten pogłos. A tak ogólnie: chyba jedna z najlepszych płyt. Jest taka autentyczna.
  PB: Na pewno ważny był ten kontakt z publicznością... Był to czas, kiedy mogliśmy sobie swobodniej pograć. Teraz, kiedy Dżem wychodzi, to musie być "tak i tak" ... Klient płaci, klient wymaga... Chodzi tylko o to, żeby utrzymać jakąś wysoką średnią. Robi się dużo utworów gotowych, zaaranżowanych prawie do końca. Kiedyś robiliśmy tak, że 50 procent rzeczy było aranżowanych, a 50 rodziło się na koncercie. W "Niewinnych" cała ta atmosfera i to zakończenie są wyimprowizowane.
  JS: Jest to fajna płyta. Świeża, jednorodna. Akurat wtedy mieliśmy formę i graliśmy wściekłe koncerty. To była chęć zaistnienia i jedynym atutem mogło być czadowe granie. Były pewne nieporozumienia przy zgrywaniu, ale pozostawiliśmy tak, jak jest...
  BO: Na pewno było to zagrane z ogniem. Była strasznie gorąca atmosfera, wspólnie podekscytowanie - nasze i publiczności. Ale "Alabamę" znowu zagraliśmy z zegarkiem... Na innych koncertach graliśmy to w nieco dłuższej wersji.
  ADAM OTRĘBA: Strasznie lubię koncertowe płyty. W studiu jakoś nie ma tych możliwości - skrzydła podwinięte...

ZEMSTA NIETOPERZY

  JS: Moim zdaniem - to najlepsza płyta. Co ciekawe: współpraca z Przybyłowiczem to była przypadkowa sprawa, a ta płyta bardzo wiele mu zawdzięcza. To nie były za bardzo bluesowe numery, ale do dzisiaj są dobre. Ja akurat wsadziłem palec w drzwi studia i gdyby nie Beno, który je jakoś złapał, to prawdopodobnie byłbym bez palca. Na szczęście okazało się że nie ma złamania i solówki już dogrywałem właściwie normalnie.
  AO: Alek Korecki też tam grał i też się dobrze spisał. Wesoło z nim było... Przy Giełdzie (studio w którym powstała płyta - przyp. wk) jest knajpeczka - pękło sporo szkła.
  PB: Zawsze mnie to denerwowało w naszych studiach... Facet, powiedzmy - Jurek, nabija na gitarze utwór, gitara jest czadowa, wchodzi cały zespół i ... wszystko siada. Dlaczego? Dlaczego zachodnie płyty tak brzmią? U nas też wszystko w studiach jest zachodnie, ale realizatorowi ktoś powiedział, że wskazówka nie może się dalej wychylić... "Zemsta" jest w takim bardziej melancholijnym klimacie - nawet to reggae, które tam jest.
  ZBIGNIEW SZCZERBIŃSKI: "Zemsta nietoperzy" najbardziej podoba mi się z całego dorobku zespołu.

TZW. PRZEBOJE

  BO: Popełniliśmy taki błąd jak kiedyś w Brodnicy, gdzie był dzień reggae i dzień bluesowy. Zagraliśmy do północy wszystkie nasze numery reaggae'owe a później - tylko bluesowe. Czuliśmy się fatalnie: nie potrafiliśmy stworzyć dramaturgii koncertu. I to samo jest na tej płycie. Gdyby nie jedna strona reggae, a druga rockbluesowa, gdyby to pomieszać - wyszłaby inna płyta... Muzycznie jest tam wszystko w porządku i tylko ciążyła nam świadomość, że Rysiek tak naprawdę nie może śpiewać.
  JS: Jest zagrane dobrze, brzmi dobrze, Rysiek ma chrypkę - słychać że jest chory... Ale gdybyśmy odwołali wtedy tę sesję, to do dziś mielibyśmy długi.
  RR: To były dwa koncerty. Pierwszy nie był rejestrowany, tylko ustawiano magnetofony. I ja po prostu na tym pierwszym dałem za ostro, a że byłem po długiej trasie - wysiadło mi gardło... I drugiego koncertu nie byłem w stanie zaśpiewać. Okazało się, że była możliwość zrobienia takiego wlewu. Musiałem podpisać, że się zgadzam... Po tym wlewie na tyle odzyskałem głos, że coś tam z siebie wydobyłem. Ale gdybym wiedział, jak będzie, to bym nie podpisał... Strasznie długo tej płyty nie słuchałem - uważałem, że to jest dupa... Ale tak sobie posłuchałem niedawno i nie najgorzej było, jeśli chodzi o grani... Jest to jakiś dokument.

THE BAND PLAYS ON

  JS: Wiadomo, że Rysiek był w niezbyt dobrej formie, a my chcieliśmy grać i tak powstał pomysł, żeby pokazać, że możemy zagrać sami. Bo niektórzy mówili, że bez Ryśka nie potrafimy. Ta płyta dała nam więcej wiary w siebie, ale nie uważam jej za zbyt udaną.
  PB: Marcin Jacobson (wtedy menażer Dżemu - przyp. wk) powiedział, żebyśmy to zrobili, żebyśmy się nie bali. Były to takie robocze rzeczy, które graliśmy sobie na próbach. Nigdy nie myśleliśmy, że z tego będzie płyta...
  BO: To powstało z rozbiegu przy nagrywaniu "Najemnika". Ja tu mam uwagi do perkusji. Marek uparł się przy tym brzmieniu werbla, chciał brzmieć jak Copeland... Ale w sumie to była taka radosna płyta. Nie byliśmy zobligowani tekstami Ryśka, które raczej są dołujące. Pierwsza płyta, którą mogliśmy tak luzacko potraktować.

NAJEMNIK

  PB: Nigdy nie bawiliśmy się w politykę. Wojsko... Większość młodych ludzi przechodzi ten etap. Pisali do nas na ten temat, dużo listów z wojska dostawaliśmy. Ta płyta była zaadresowana do nich. Niektórym chyba pomogło, może spuścili palec z cyngla... Rysiek był bardzo związany emocjonalnie z "Najemnikiem II" - przeżywał to na koncertach, walczył...
  BO: Słucham tych naszych płyt od przypadku do przypadku... Z tej "Modlitwa" bardzo mi się podoba. Wolałem te utwory na żywo: "Najemnika II" lepiej się grało na koncertach niż w studiu... Na estradzie Rysiek padł jak rażony piorunem na koniec utworu. Zawsze to na nas robiło wrażenie. A za pierwszym razem to było przerażenie - że mu się coś stało...
  RR: To miała być taka pierwsza "całościowa", zamknięta płyta i nie udało mi się tego zrobić. Właściwie miałem teksty, ale niektóre nie pasowały i trzeba je było szybko zmienić. Na kolanie, w studiu pisaliśmy...
  JS: Numery fajne, aczkolwiek mogłyby zostać nagrane dużo lepiej. Ale dobrze, że taka płyta wyszła. Lubiłem ją przez pierwsze dwa miesiące, a później mi przeszło.

DETOX

  BO: "Detox" to był początek naszej współpracy z Jurkiem Piotrowskim. Przygotowaliśmy te utwory jeszcze grając z Markiem Kapłonem, a potem przyszedł Piotrowski i przez dwie, trzy próby robiliśmy te numery jakby na nowo.
  AO: Rysiek wtedy strasznie się zmagał sam ze sobą, nas to trapiło... A ta płyta to kolejny etap. My zawsze krok po kroku, bez zbędnej filozofii. Ktoś przyniesie taki pomysł, ktoś - inny... Wspólna robota, nie ma przepychanek i to jest dobre. Pamiętam, jak po nagraniu wracaliśmy z Poznania. Mieliśmy "Detox" na jednej kasecie i w pociągu bez przerwy słuchaliśmy. Do Katowic każdemu udało się posłuchać ze trzy razy...
  JS: Jedna z naszych lepszych płyt. Ale i tak do ostatecznych wniosków doszliśmy po nagraniu.
  RR: Pamiętam, że coś tam jeszcze w hotelu robiłem, ale to były tylko takie poprawki w tekstach. Już mniej więcej wiedziałem, jak to będzie wyglądać... Lubię i uważam, że jest lepsza od tej, która teraz się ukazała.
  PB: Płyta jest bardziej zwarta niż poprzednia. Może nam coś nie wyszło z tego, co było założone. Ważne jest jedno: spotkanie z Piotrowskim. Fachowiec na swoim instrumencie, legenda SBB - a my wychowaliśmy się na muzyce tego zespołu. Właściwie mieliśmy grać z Piotrowskim pół roku, a wydłużyło się do półtora, bo nam się dobrze współpracowało...

THE SINGLES

  JS: Po prostu składanka...
  AO: Ta płyta mi się podoba. Jest różnorodna. Taki przekrój.
  PB: Jest bardzo świeża. Dziwi mnie, że "Paw" i "Whisky" dobrze brzmią do dziś. W "Pawiu" Apostolis (Antymos - przyp. wk) dograł te swoje kociołki, razem bujaliśmy się przy tym...

DZIEŃ W KTÓRYM PĘKŁO NIEBO

  BO: To był nasz pierwszy koncert, jaki został nagrany. Wznowiliśmy to tylko ze względów archiwalnych.
  JS: To był koncert na Famie, słońce nam świeciło prosto w twarze. Była z tego pierwsza kaseta, bo o płycie nie mogliśmy jeszcze wtedy marzyć...
  AO: Była to dziwna historia... Strasznie dużo pogłosu na gitarach. Trochę przerażenia było... Wersja "Niewinnych" najgorsza z możliwych. Ale także dlatego zdecydowaliśmy się na wydanie tego po latach, że jest coś, co ten koncert naprawdę wyróżnia. Paweł tu gra na zwykłym fortepianie.
  PB: Jest to płyta nie zgrywana. Tak, jak leciało na koncercie - tak zostało nagrane na dwuśladzie.
  RR: Nie uznaję tego w ogóle. Niepotrzebne zawracanie głowy... To miało gdzieś tam zostać - na kasecie...

WEHIKUŁ CZASU

  JS: Niezły koncert. Jest czad, jest wszystko... Nie jestem zbyt zadowolony ze swoich popisów, bo parę dziwnych dźwięków zagrałem, ale poszło...
  BO: Myślę, że płyta fajnie brzmi. Mogę jeszcze dzisiaj tego słuchać i... słucham.
  AO: Pięknie spisał się Jurek Piotrowski na tym koncercie. Tylko dwie próby w szatni przed wyjściem i zagrał znakomicie...
  PB: Chcieliśmy - przede wszystkim - raz zagrać długi koncert. Zawsze był niedosyt... Nagraliśmy to, bo chcieliśmy, żeby wszyscy się z nami bawili.
  RR: Jak zszedłem z estrady po tym koncercie, to byłem załamany. Myślałem, że zaśpiewałem nie tak, ale, jak później posłuchałem, byłem mile zaskoczony.

AUTSAJDER

  JS: Tę płytę bardzo lubię. Może dlatego, że nie ma na niej ani jednego mojego numeru?
  RR: Jest to jakby autorska płyta Benka i Adama. Niemniej pracowaliśmy nad nią zespołowo. Może dlatego, że bębniarz się zmienił i znowu trzeba było się zgrać. Myślę, że jak załapiemy luźniejsze granie, to następna może być jeszcze ciekawsza.
  BO: To jest płyta, która powstawała dość długo. Przymierzaliśmy się, żeby wejść do studia na wiosnę i już mieliśmy niektóre utwory jak tytułowy, "Cała w trawie" czy "Prokurator". Ale chcieliśmy nagrywać u Jacka Mastykarza w Krakowie, a on czekał na cyfrowe magnetofony... W końcu weszliśmy do studia w październiku. Tak się złożyło, że większość numerów jest moja... Może dlatego, że na jesieni zeszłego roku kupiłem pudło Fendera i zacząłem sobie grać: przypominać stare pomysły, dopracowywać. Zaproponowałem to na próbach i koledzy podchwycili. Uważam, że to przede wszystkim płyta Dżemu.
  AO: Brzmienie jest chyba najbardziej dopracowane. Może nawet za słodkie. Naturalna kolej rzeczy: coś się doprowadza do perfekcji...
     PB: Świeża rzecz - nie mam zdania. Wszystko na pewno brzmi jak Dżem. I o to chodzi.

Wysłuchał: WIESŁAW KRÓLIKOWSKI

poprzedni artykuł    następny artykuł

|index|info|historia|fotografie|teksty|artykuły|dźwięki|gadżety|koncerty|odnośniki|