|index|info|historia|fotografie|teksty|artykuły|dźwięki|gadżety|koncerty|odnośniki|

"NOWY  ROZDZIAŁ"


  Dżem, z przyczyn o których wszyscy wiedzą, znalazł się nagle na pozycji zespołu, któremu przyszło zaczynać od początku. Może trochę w tym przesady ale dla grupy rozpoczął się nowy rozdział w historii. Zespół wkroczył na nową drogę, drogę nie łatwą - obarczony bagażem tych wszystkich lat przez które - za sprawą RYŚKA RIEDLA - otoczony był czarodziejską aureolą, towarzyszyła mu magiczna siła tkwiąca zarówno w muzyce i tekstach jak i osobowości nieodżałowanego frontmana.
     Czy doświadczenie muzyków, Ich niekwestionowana klasa, wsparte głosem obiecującego wokalisty JACKA DEWÓDZKIEGO wystarczą aby unieść taki ciężar, wytrzymać takie ciśnienie i przyzwyczaić publiczność do nowej sytuacji, nowych piosenek. Pierwsze nagrania "nowego" DŻEMU, prezentowane w radio, chyba rozwiewają te wątpliwości. Ale tak naprawdę, prawdziwą odpowiedź przyniosą dopiero koncerty...
  O ile zastąpienie gitarzysty, wymiana bębniarza czy basisty wydaje się formalnością i nigdy nie przysparzało zespołom większych kłopotów, o tyle zmiana wokalisty nigdy nie była sprawą łatwą. A co dopiero jeśli chodzi o kogoś takiego jak RIEDEL. To On przecież, w dużej mierze decydował o wyrazistym stylu DŻEMU, to dzięki Niemu panowała u nas swoista, cicha moda na Dżem, to On uosabiał siłę i autentyczność z jakiej DŻEM zawsze słynął. Niektórym się udało - GENESIS, BLACK SABBATH. Innym nie - DOORS, NARYLLION. Podobnie w Polsce. Ile to wody w Wiśle musiało upłynąć zanim sympatycy ODDZIAŁU ZAMKNIĘTEGO zaakceptowali przy mikrofonie JARKA WAJKA. Czy DŻEM dalej będzie jedyny, wyjątkowy, kochany... Miejmy nadzieje!

W ubiegłym roku zespół wydał oświadczenie, z którego wynikało, że RYSIEK RIEDEL nie jest już członkiem DŻEMU. Czy moglibyście powiedzieć coś o kulisach tego oświadczenia i co ono oznaczało w praktyce?
  BENO OTRĘBA: Tak się stało za namową lekarzy. Powtarzali nam ciągle, że rozpięliśmy za duży parasol nad RYŚKIEM. W wielu sytuacjach wyręczaliśmy Go, zajmowaliśmy się Nim aby tylko jak najdalej odsunąć Jego kłopoty, tak, że RYSIEK często przestawał być tych problemów świadomy. Nie pamiętał co się działo. Chcieliśmy postawić Go w końcu na własnych nogach, żeby poczuł życie realniej. Przetrzymywaliśmy Go u siebie, żeby tylko oddzielić od tyskiego środowiska. Wiedział, że jak znowu zacznie ćpać to się rozstajemy. Zresztą w jednej z rozmów, kiedy czuł, że już nie wytrzyma, sam zrezygnował. Postanowił zawiesić współpracę do chwili kiedy dojdzie do pełnej formy. Chodziło nam tylko o to aby zaczął się kurować. Nie zamierzaliśmy z RYŚKA rezygnować...
Ale czy konieczna była tak drastyczna forma? Wielu ludzi strasznie to przeżyło...
  ADAM OTRĘBA: Być może był to błąd z naszej strony. Trzeba jednak pamiętać, że przecież zawieszaliśmy już współpracę z RYŚKIEM parokrotnie. Z wielu naszych planów musieliśmy zrezygnować właśnie ze względu na Niego. Przestaliśmy np. interesować się propozycjami grania w zachodnich klubach, bo RYSIEK nie mógł wyjeżdżać za granicę. Próbowaliśmy z NALEPĄ, z MONIKĄ ADAMOWSKĄ... na RYŚKU nie robiło to wrażenia. Dlatego kolejną próbą przemówienia Mu do rozsądku było oficjalne ogłoszenie. Zresztą tam była mowa o zawieszeniu współpracy a nie o wyrzuceniu RYŚKA z zespołu.
  PAWEŁ BERGER: W pewnych momentach przy organizacji koncertów traciliśmy wiarygodność. RYSIEK nie był w stanie wyjść na scenę. Trudno nam było za każdym razem świecić oczami przed ludźmi.
  JUREK STYCZYŃSKI: Rozstając się z RYŚKIEM przy okazji tego oświadczenia, byliśmy święcie przekonani, że powstaną jeszcze płyty DŻEMU z Jego udziałem. Martwiliśmy się o koncerty ale płyty chcieliśmy nagrywać razem z RYŚKIEM.
Potem pojawiły się plotki, że zespół zawiesza działalność i DŻEM będzie jedynie akompaniował innym wykonawcom. Podobno były jakieś projekty z MARTYNĄ JAKUBOWICZ.
  PAWEŁ: Zespół musiał istnieć dalej bo utrzymujemy się z grania. Z RYŚKIEM było coraz gorzej. Nie można było ani myśleć o czymś nowym, ani grać koncertów.
  ZBYSZEK SZCZERBIŃSKI: Stało się jasne, że przez najbliższy czas musimy sobie radzić bez Niego.
  PAWEŁ: Współpraca z MARTYNĄ miała być projektem na czas poszukiwań nowego wokalisty - człowieka, z którym moglibyśmy wykonywać nasz program. Takie rozwiązania przecież przyjmowaliśmy już wcześniej, kiedy RYSIEK musiał odpoczywać. Były koncerty z MARTYNĄ, MAŁGOSIĄ OSTROWSKĄ.
Czy duży był odzew na Wasze ogłoszenie o poszukiwaniu nowego wokalisty?
  PAWEŁ: Nadeszło ok. stu kaset. Często dostawaliśmy kasety zespołów bardzo ciekawych, a zupełnie nie znanych. Selekcja trwała dotąd aż został tylko jeden człowiek...
Jakie były kryteria wyboru? Czy chodziło Wam o styl, barwę głosu podobną do śpiewania RYŚKA?
  PAWEŁ: Zdecydowanie nie. Właśnie tego staraliśmy się uniknąć. Żadnych podobieństw, żadnej maniery! Nie chcieliśmy po prostu kopii RYŚKA.
Kim jest nowy człowiek w DŻEMIE?
  PAWEŁ: Nazywa się JACEK DEWÓDZKI. Jest nauczycielem w Krakowie. Nagrał płytę z zespołem PATCHWORK, czyli w klimacie bliskim DŻEMU, chociaż JACEK interesuje się również jazzem. Ma niski, charakterystyczny głos o takiej "cockerowskiej" barwie. Zrobiliśmy już nowy materiał z Jego udziałem, na który On zresztą sam przygotował kilka tekstów. Na ile nasz wybór był trafny pokażą ostateczne koncerty. Myślę, że będzie w porządku, bo JACEK ma wyczucie tej muzyki, którą gramy a Jego charakter pasuje do naszych.
Ostatnio ukazały się aż dwie płyty, na których gracie akustycznie. Co Was skłoniło do wydania takich właśnie płyt - czy jedna by nie wystarczyła?
  PAWEŁ: To była propozycja wydawcy. Nagraliśmy ten materiał, ukazała się płyta i okazało się, że zostało jeszcze kilka utworów, w których śpiewał RYSIEK. Dograliśmy do tego kilka specjalnych, instrumentalnych wersji naszych znanych kompozycji i tak powstała druga płyta akustyczna.
Najsłabszą stroną tych wydawnictw jest naszym zdaniem strona wokalna...
  BENO: Wszystko to rozbija się o RYŚKA. Ona sam zaproponował, że do nagrywania partii wokalnych podejdziemy jeszcze raz, we wrześniu, kiedy zdążyły się trochę podleczyć. My byliśmy w środku tego wszystkiego i nie dostrzegaliśmy pewnych rzeczy tak ostro. Wiedzieliśmy już wcześniej, że RYSIEK miał okresy różne, np. takie w których słabiej śpiewał. Można to zauważyć na naszych wcześniejszych płytach. Ale RYSIEK był takim zjawiskiem jakim był i kiedy zastanawialiśmy się czy wprowadzać jakieś ostre kryteria artystyczne doszliśmy do wniosku, że lepiej jest zostawić wszystko w pierwotnej, autentycznej formie. Z jednego powodu czujemy jednak frustrację. Nigdy nie został zarejestrowany koncert z RYŚKIEM śpiewającym w swej szczytowej formie. A były takie koncerty, że mózg odpadał...
Jak byście ocenili stwierdzenie: "DŻEM, jego otoczka, przekaz to próba gloryfikacji narkomaństwa, muzyka dla dzieci z pól makowych"...?
  ADAM: Tu chodzi pewnie o teksty RYŚKA. Myślę, że one jednak zawsze zwracały się w tym kierunku, że to jest coś złego, to prowadzi do nikąd. Były ostrzeżeniem. Trudno to nazwać gloryfikacją, bardziej opowiadały o zmaganiu się z nałogiem. A jeżeli chodzi o nasze wypowiedzi na ten temat to cały czas były niedomówienia, ta kwestia nigdy nie została u nas postawiona otwarcie. Zespół nigdy nie mówił np. dlaczego taka płyta zabrzmiała słabiej.
  BENO: I to milczenie było błędem! Trzeba było wcześniej mówić o tym i to głośno.
  PAWEŁ: Dostaliśmy niedawno list od ćpuna, który opowiadał jak to przed koncertem czekał na RYŚKA bo On załatwiał towar. Ten człowiek pisze, że to nie tylko wina RYŚKA. Ludzie sami Go rozpieszczali, zepsuli. Najpierw podawali mu towar na tacy a potem jak było ciężko, czuli satysfakcję, że RYSIEK jest od niech uzależniony.
  BENO: Zdarzało się nam grać koncert po ciężkiej podróży. Byliśmy potwornie zmęczeni, wychodziliśmy na scenę i słyszeliśmy "O przyćpani !". Innym razem wychodzę do ubikacji a tam proponują mi działkę. Taki wizerunek udzielił się na pewno całemu zespołowi i część ludzi zaczęła tak na nas odbierać.
  ZBYSZEK: Zresztą z tym było tak, że chociaż mieliśmy w zespole uzależnionego RYŚKA, to nigdy nie widzieliśmy tego od kuchni. Nie widzieliśmy RYŚKA z towarem lub strzykawką.
Przejdźmy do nowej muzyki DŻEMU. Czy płyta, którą przygotowujecie zawiera materiał komponowany jeszcze z myślą o RYŚKU?
  BENO: Generalnie materiał jest nowy, powstał w ostatnich miesiącach a dopracowaliśmy go już w studio. Ale owszem, kilka fragmentów powstało na pewno z myślą o RYŚKU.
Czy będzie to kontynuacja dotychczasowych dokonań DŻEMU?
  JUREK: My nigdy nie zastanawialiśmy się czy dana, nowa płyta będzie kontynuacją tego co robiliśmy do tej pory. To wynika z tego jacy jesteśmy w chwili kiedy powstaje płyta. Teraz jesteśmy bardziej agresywni. Przez te wszystkie wydarzenia ponarastały w nas różne emocje i myślę, że na nowej płycie znajdą one swoje ujście.
A jeśli chodzi o stronę tekstową?
  BENO: Teksty napisał w większości DAREK DUSZA, który współpracował z nami już wcześniej. Np. "Malowany ptak" to Jego tekst.
Czy DAREK starał się oddać, kontynuować ten specyficzny dla DŻEMU, smutny, osobisty charakter tekstów?
  ADAM: Nie będzie gwałtownej zmiany tematyki. Teksty utrzymane są w wątku refleksyjnym.
Czy bez RYŚKA uda się Wam zachować swój słynny posthippisowsko- autsajderski klimat?
  JUREK: Przez piętnaście lat pracowaliśmy na swój wizerunek. A teraz czujemy się tak jakby wszystko trzeba było zaczynać od nowa.
  BENO: Co nie znaczy, że zastanawiamy się nad nowym obliczem.
  JUREK: Będziemy sobą, bo do tej pory wszystko wychodziło z nas spontanicznie. Nic nie jest w stanie tego zmienić.
  ADAM: Żadnych ostrych skrętów nie przewidujemy.
  BENO: Jest jeszcze jedna inna sprawa. Z RYŚKIEM trudno było robić nowy program. On lubił pracować po krok po kroku, wolniutko. Często najważniejsze sprawy zostawiał na ostatnią chwilę. I np. w studio dopiero okazało się, że zabrakło Mu czasu na doszlifowanie tekstu. Bywało tak, że aranżowaliśmy utwór do końca niemal nie wiedząc jaki będzie jego tekst. Chcemy zmienić taki tryb pracy. I po tym burzliwym roku chcemy wreszcie przygotować płyty na spokojnie.
Powróćmy do historii. Są różne wersje jeśli chodzi o wiek zespołu. Ile lat ma DŻEM naprawdę, piętnaście czy może dwadzieścia? Czy okres działalności w latach 1973-78 można uważać za istnienie DŻEMU?
  BENO: Wtedy nawiązały się między nami bardzo mocne nici porozumienia. I prywatnego i muzycznego. Znaliśmy się już wtedy wszyscy. Wiedzieliśmy czego chcemy i jakie są nasze muzyczne ideały. I to oddziaływało na przyszły okres naszej współpracy.
  PAWEŁ: DŻEM ma piętnaście lat. Wtedy to był taki okres niemowlęcy. Więcej w tym było zabawy. Graliśmy sporo standardów starając się robić to we własny sposób.
A czy wtedy powstały jakieś kompozycje, które później weszły do stałego repertuaru DŻEMU?
  BENO: "Malarz", "Kapelusz".
  PAWEŁ: Potem zaczął się okres dominacji dyskotek, było coraz mniej szans na koncerty. To trochę pomieszało nam szyki.
  BENO: Ale cały czas wierzyliśmy, że będziemy grać. I kiedy na początku lat 80-tych trzeba było podjąć decyzję czy utrzymujemy się z pracy czy z grania, zdecydowaliśmy, że wybieramy granie.
Czy rok 1980 można uznać za przełom w historii zespołu?
  BENO: Najważniejszym przełomem było chyba nagranie pierwszego singla. Prawdziwe wejście na rynek DŻEMU to owoc pracy braci FALIŃSKICH, JURKA i RYŚKA. To, że Oni zostali wreszcie zauważeni, że potrafili zagrać z taką siłą, że RYSIEK tak świetnie zaśpiewał. Byli skromni i wahali się nawet czy warto w ogóle pokazywać się w Jarocinie.
Z czego wynikał tak późny debiut fonograficzny?
  BENO: Z jednej strony ogromna hermetyczność środowiska, w którym zaczynaliśmy a z drugiej dziennikarze muzyczni, którzy jakoś nie chcieli nas zauważyć.
  JUREK: Ale na pewno to zespołowi nie zaszkodziło. Takie czekanie scementowało zespół i pozwoliło na wspólne pokonywanie kolejnych progów.
Jak to się dzieje, że niezależnie od tego czy utwór powstał piętnaście lat, dziesięć lat czy rok temu zawsze można poznać, że to DŻEM?
  BENO: To o czym mówisz to taka nasza specjalna maszynka - obojętnie co do nich wrzucisz, jakie dźwięki, jakie style i tak wychodzi z tego DŻEM.
A czy przy komponowaniu piosenek zdarzyło się Wam, że ktoś miał taki pomysł, na który wszyscy pozostali powiedzieli zdecydowanie "nie"?
  ADAM: Nie. W najgorszym przypadku taki pomysł musi poczekać. Bywało tak, że piosenka przeleżała 10 lat i potem dopiero do niej wracaliśmy.
  JUREK: Tak było choćby z numerem "Noc i rytm", który nagraliśmy na "Autsajderze" a pamięta on czasy początków kapeli.
Co byście odpowiedzieli tym, którzy uważają Waszą muzykę za muzyczny skansen?
  JUREK: To najprostszy sposób aby nas zaszufladkować, bo chcąc powiedzieć o naszej muzyce trzeba by było brać pod uwagę wiele stylistyk.
  BENO: Sądzę, że duży w tym udział samych dziennikarzy, którzy lansując nową muzykę starali się wykazać, że jest ona mniej wartościowa od tego co było kiedyś.
  ADAM: Okazuję się jednak, że ta muzyka, posthippisowskie klimaty przetrwały najdłużej, wciąż powracają. Po prostu są prawdziwe.
A takim, którzy mają DŻEM za wyrachowanych rutyniarzy odgrywających n-ty raz te same akordy?
  ADAM: Przez te lata po prostu nauczyliśmy się porozumiewać dźwiękami. Osiągnęliśmy dobry kontakt i wzajemne wyczucie.
  JUREK: Ale każdy koncert jest inny. Zawsze ktoś coś zagra inaczej, coś dośpiewa. To zależy od kontaktu z publicznością. Coś musi zaiskrzyć na styku z ludźmi, żeby było na scenie więcej improwizacji, więcej polotu. Kiedy czujemy więcej swobody, więcej potrafimy powiedzieć.
Na czym polega według Was swoista legenda DŻEMU?
  BENO: Nie wiem na czym to polega.
  JUREK: Chyba na naszej autentyczności.
  BENO: Właśnie, chyba o to chodzi. Dużo osób po koncertach przychodzi do nas. Mówiąc, że są zaskoczeni, że my jesteśmy tacy "normalni ludzie".
  PAWEŁ: Nie udajemy odlotowców. Gramy wszędzie i dla wszystkich. Czy na sali jest sto osób czy kilka tysięcy angażujemy się tak samo. Cieszymy się wspólnym graniem.
Chodzi również o postać RYŚKA, Jego osobowości. Apogeum tej legendy nastąpiło po Jego śmierci. Można nawet już mówić o pewnym kulcie.
Czy będziecie chcieli zwalczać to wyobrażenie czy raczej je wzmocnić?

  PAWEŁ: Chociaż czujemy ogromne ciśnienie w związku z nową sytuacją nie dochodzi do nas, że o DŻEMIE jest tak głośno.
  JUREK: Jasne, że znaleźli się ludzie, którzy chcieli wykorzystać śmierć RYŚKA przeciwko zespołowi, dla własnych interesów.
  BENO: Na pewno nie staraliśmy się zarobić na śmierci RYŚKA. Nie wypuściliśmy żadnych plakatów, gadżetów. Dokończyliśmy jedynie nasze stare zobowiązania - czyli płytę akustyczną. Na dłuższy okres czasu wyciszyliśmy się. Teraz powracamy i czujemy się trochę jak debiutanci.
Czyli jednak odzwyczajeni od tremy zawodowcy będą teraz czuli dreszczyk napięcia?
  PAWEŁ: Na pewno. Będziemy bardzo spięci.
  BENO: Właśnie tak jak debiutanci. Kiedy już po śmierci RYŚKA występowaliśmy z MARTYNĄ trema była straszna.
Jak Was przyjęła publiczność?
  BENO: Przyjęcie było bardzo dobre, chociaż np. podczas koncertu z Bolesławcu na samym początku kilka osób krzyczało "RYSIEK na scenę". Nie wiem czy to miał być żart ale zabrzmiało niesmacznie. Na szczęście nie znaleźli poparcia i wycofali się.
  PAWEŁ: Najbardziej obawiamy się o przyjęcie nas wśród zagorzałych fanów RYŚKA. Pewnie część fanów utracimy, ale sądzę, że zostaną ci, którzy rozumieją o co nam chodzi. Są związani emocjonalnie z naszą muzyką.
Były takie lata, że o DŻEMIE pisało się tylko dobrze albo bardzo dobrze. Jak to się stało, że nie odlecieliście w kosmos na tej fali?
  PAWEŁ: Mamy tyle zwyczajnych, codziennych kłopotów, które trzymają nas mocno na ziemi. Po koncercie wracamy do domu i czekają na nas normalne problemy.
  BENO: Mieliśmy długi okres rozbiegowy, gramy od tylu lat. Tak, że to jest raczej nasze życie a nie nasza kariera.
Czy macie pasje na tyle silne, że kiedy już wrócicie z trasy potrafią one konkurować z muzyką?
  BENO: Myślę, że muzyka cały czas jest najważniejsza.
  PAWEŁ: Muzyka potrafi być również naszym odpoczynkiem. Każdy z nas ma swój ulubiony instrument i chwile wolne od koncertów pozwalają aby sobie na nim pograć.
  BENO: Muzyka to już nie jest nasza pasja, to obsesja! (śmiech).
Co wobec tego robilibyście gdyby nie było DŻEMU?
  BENO: Na pewno byśmy grali. Może jazz, może heavy metal a może na weselach.
  JUREK: Albo chociaż amatorsko, po pracy.
  ADAM: Nie ważne gdzie, nie ważne z kim, aby grać!
Grając tak długo zdarzyło się Wam poważnie pokłócić ze sobą? Nie macie siebie dosyć?
  BENO: Nieee. W trudnych chwilach wystarczy dać dobrą banię.
  PAWEŁ: Wyżalić się. Takim wentylem, przez który uchodzą różne napięcia są koncerty. Rozwiązują wszystko, wszystko zostaje poza nami.
  JUREK: Ale żeby to wszystko tak dopasować musiało upłynąć dużo czasu. I może dlatego właśnie trudno byłoby to teraz zburzyć.
  BENO: W zasadniczych sprawach porozumiewamy się od razu. A w szczegółach? Bywa różnie - jak to w życiu.
Czy macie ciągotki aby kiedyś odskoczyć w bok i zagrać coś swojego, poza DŻEMEM?
  JUREK: Nigdy jakoś nie miałem takich pomysłów. Chociaż często nagrywam z innymi ludźmi.
  BENO: Po prostu najbardziej lubimy muzykę DŻEMU i w niej się najlepiej realizujemy.
  PAWEŁ: Kiedy mamy ochotę na jakiś muzyczny odjazd to po prostu spotykamy się na próbie i robimy takie rzeczy, że hej!
  ADAM: Sami urządzamy sobie różne muzyczne wycieczki.
  BENO: Grywaliśmy ze sobą różne dźwięki i zawsze wychodził nam DŻEM (śmiech).
  JUREK: Pomimo wszystkich problemów, które spotkały zespół, nadal jesteśmy razem. I to chyba o czymś świadczy. Możemy polegać na sobie w trudnych chwilach.
Czy jest coś czego żałujecie?
  PAWEŁ: Na pewno najbardziej żałujemy tej całej tragedii.
  ADAM: Choroba RYŚKA cały czas wisiała nad zespołem. Zawsze kładła się cieniem na tych wspaniałych chwilach, które przeżyliśmy razem.
A z czego jesteście szczególnie dumni?
  BENO: Najjaśniejszym punktem było to, że udało nam się wytrwać z RYŚKIEM do tego czasu do jakiego się udało, i że On sam do końca pozostał lojalny wobec zespołu. Największym plusem tych lat jest twórczość z RYŚKIEM a minusem Jego choroba.
Jakie plany ma zespół na najbliższy miesiące?
  BENO: W czerwcu planujemy koncert, w którym kilkunastu wokalistów będzie wykonywać utwory RYŚKA.
  PAWEŁ: Myślę, że jeśli te utwory będą wykonywane przez największych wokalistów potwierdzi się to, że przechodzą one do klasyki.
  JUREK: Poza tym nowa płyta, koncerty...
Serdecznie dziękujemy za cierpliwość.

PRZYGOTOWALI:
A. KOWALCZYK & R. KSIĘŻYK

poprzedni artykuł    następny artykuł

|index|info|historia|fotografie|teksty|artykuły|dźwięki|gadżety|koncerty|odnośniki|